O nas


EMILKA

Emilka o sobie

Urodziłam się pewnego styczniowego dnia (konkretnie 18) 24 lata temu w Warszawie, we wspaniałej rodzinie, która od tamtego czasu rozrosła się jeszcze o trzech braci. Jestem na etapie kończenia edukacji (oby). Kończę studia magisterskie w zakresie ochrony środowiska i licencjackie w zakresie katechetyki. Aktualnie próbuję zacząć pisać prace magisterską i licencjacką, w czym wydatnie przeszkadzają mi inne zajęcia, których jest niemało. Ogólnie jestem osobą bardzo aktywną i moje działania skupiają się głównie wokół Kościoła i Wspólnoty Ruchu Światło- Życie (Oazy), w której jestem od 9 lat. Posługuję jako animatorka we wspólnocie w Falenicy i na Kobielskiej, gram na gitarze w kościele w Falenicy, śpiewam w chórze i robię jeszcze różne inne, pomniejsze rzeczy. Oaza jest dla mnie bardzo ważna, wiele się w niej nauczyłam i odkryłam w niej dużo moich talentów no i poznałam wspaniałych ludzi, głównie Mirka.

Emilka

Jeśli chodzi o moje zainteresowania i zamiłowania to głównie dobra muzyka - słuchanie i wykonywanie. Także czytanie książek, niestety ostatnio głównie potrzebnych do pracy magisterskiej, ale zdarza mi się dla przyjemności przemycić jakąś powieść, czy książkę religijną. Kolejnym moim wielkim zainteresowaniem jest teologia - im więcej się dowiaduję, tym bardziej widzę ile nie wiem, jest to fascynujące.

Teraz większość mojej uwagi pochłania nasz ślub, jego organizacja (bardzo lubię organizować różne rzeczy) i dopracowywanie szczegółów.

Jestem osobą inteligentną, z poczuciem humoru i raczej złośliwą (niektórzy mówią, że to dowód inteligencji). Staram się cały czas rozwijać i stawiać czoła różnym wyzwaniom. Lubię poznawać ciekawych ludzi i rozmawiać z nimi (Narzeczony twierdzi, że szczególnie z tymi, którzy noszą czarne sutanny).
Ogólnie uważam, że Panu Bogu się udałam ;-)

Mirek o Emilce

Emilka. Obiektywnie rzecz ujmując najcudowniejsze stworzenie, jakie Pan Bóg powołał do życia. Jak wygląda, to widać, piękna i urocza. Choć prawdziwe piękno jest ukryte w jej wnętrzu.

Ma 18 lat, jak co roku z resztą od 6 lat.

Multifunkcyjna. Brakuje jej tylko daru Ojca Pio, czyli daru bilokacji. W przerwach, gdy uczy się chronić środowisko, studiuje dodatkowo Katechetykę, zajmuje się dwiema grupami młodzieżowymi, pełni co najmniej dwie funkcje w każdej. Jak widać wszędzie jest podwójnie i razy dwa… ale o drugim narzeczonym, to nic nie wiem ;-)

Pełna ciepła (ma w sobie więcej ciepła niż EC Żerań i Kawęczyn razem ;-) ) i humoru, opiekuńcza, otwarta na drugiego człowieka… Gdy ją poznałem ujęło mnie to, że tak prosto potrafimy się porozumieć, nie sprawiało jej problemów to, że czasem musi cierpliwie poczekać na odpowiedź, zanim ta przejdzie mój cały proces myślowy i zechce być wyrażona. Także spojrzenie na świat było (i jest) bardzo zbieżne do mojego.

Pięknie śpiewa, kto nie słyszał niech żałuje. Także gra na gitarze, choć jak by mogła, to pewnie zamieniła by na organy.

MIREK

Mirek o sobie

Mam na imię Mirek, choć połowa rodziny mówi do mnie Damian (tak mam na drugie imię). Urodzony 25 wiosen temu, na trzeciej planecie od Słońca. Jestem absolwentem Wydziału Inżynierii Produkcji Politechniki Warszawskiej, kierunku Mechanika i Budowa Maszyn.

Aktualnie zawodowo związany z poligrafią. Zainteresowania, to szeroko rozumiana technika, sprzęt komputerowy, modelarstwo, majsterkowanie, żeglarstwo. Z charakteru spokojny i małomówny, jednak z poczuciem humoru i czasem specyficznym spojrzeniem na świat.

Emilka o Mirku

2006.09 - Mirek

Co wiem o Mirku? Żyje na tym świecie 25 lat, nie wiem gdzie się urodził, mówi, że w Szwecji, ale to pewnie dlatego, żeby mi zaimponować ;-) Jest bardzo inteligentny i uzdolniony w przedmiotach ścisłych. W szkole szło mu dobrze, aktualnie legitymuje się wykształceniem wyższym technicznym zawodowym, znaczy, że jest inżynierem. Pewna drukarnia ma teraz szczęście korzystać z jego wiedzy, bo u nich pracuje. Jest bardzo uzdolnionym informatykiem (dzięki niemu mój komputer jeszcze w ogóle działa). Często chodzi do ładnych dziewczyn pod pretekstem naprawiania im komputerów i usuwania z nich różnych wirusów...

Oprócz tego od wielu lat w posługuje w Oazie jako animator. Aktualnie w dwóch wspólnotach- na Tarchominie i na Kobielskiej (zarażam go multifunkcjonalnością ;-)).

Mirek jest niesamowitym optymistą, ma bardzo pogodne podejście do życia, lubi rozweselać innych i sprawiać im radość. Jest niezwykle otwarty na ludzi i chętny do pomocy. Raczej małomówny, za to świetnie umie słuchać (co przy moim wygadaniu jest zdecydowanie zaletą). Znakomicie gotuje. Do sprzątania raczej niechętny, woli artystyczny nieład (śrubokręty porozwalane tu i tam, części komputerowe fantazyjnie oplecione kablami itp.). Niezwykle uparty i cierpliwy. Znakomity w kontaktach z dziećmi, umie zbudować sobie autorytet.

Jego typ kobiety, to brunetka o kruczoczarnych włosach i brązowych oczach. Jak widać dokładnie taka jak ja.




Nasza "love story"


Czyli rzecz o tym jak nasze drogi coraz bardziej się ze sobą splatały





KIEDY MIREK POZNAŁ EMILKĘ


Emilka

Pamiętam, że było to na szkole animatora w Choszczówce, chyba w 2002 roku. Byliśmy w jadalni i jakoś tak się stało, że Mirek zaczął ze mną rozmawiać. Pamiętam, że w pewnym momencie wyszliśmy przed dom i chodziliśmy sobie, rozmawiając, a ściślej - ja gadałam, a Mirek słuchał z nieodłącznym uśmiechem na twarzy. Jedyna rzecz, o której pamiętam, że rozmawialiśmy, to jaką rodzinę każdy z nas chciałby mieć. To co mnie wtedy mocno zaskoczyło, to dokładna zbieżność naszych planów i marzeń w najdrobniejszych szczegółach. Urzekła mnie w nim też wtedy ta jego zdolność słuchania. Nie za wiele zostało w mojej pamięci z naszego pierwszego spotkania :-)


Mirek


Rozmawia sobie dwóch kolegów, jeden mówi do drugiego:
- jak poznałeś swoją żonę?
Ech… - wzdycha drugi - to był przypadek, nawet nie ma, kogo winić… Emilka i Mirek

U mnie tak całkiem przypadkowo nie było i niekoniecznie winić, tylko dziękować… Na pewnej szkole animatora, w stołówce, siedzieliśmy sobie we dwóch z kolegą Maćkiem Ż. (nazwisko utajnione ze względu, żeby go inni nie nachodzili i nie prosili cały czas, aby ich z kimś zapoznał ;-) ). Siedząc i rozmawiając doszliśmy do tematu nowych osób na OMSA, wnet z hukiem i nieodpartym swoim wdziękiem w towarzystwie kilku osób weszła Ona… Maciuś znasz ją? - No pewnie, byłem z nią dwa razy na rekolekcjach, (że wiedział od razu, o kogo pytam :-) ). - No to idziemy, przedstawiłbyś, a nie siedzimy… (bo ja to nieśmiały jestem :-) ) Potem trafiło się nam, że poszliśmy razem na poobiedni spacer i tak to się zaczęło…



NASZA PRZYJAŹŃ


Emilka

Rozmawialiśmy coraz częściej. Łapałam się na tym, że na Szkołę Animatora jechałam z myślą „ciekawe czy Mirek będzie”. Pamiętam, że czasami go trochę obserwowałam i zdarzało się, że niesamowicie mi imponował swoim zachowaniem, postawą stałej gotowości do pomocy. Kiedyś siedziałam i rozmawiałam z moim kuzynem i Mirek przeszedł obok nas. Powiedziałam wtedy, że fajny chłopak z tego Mirka, a mój kuzyn na to: „no to się za niego bierz”. Oczywiście potraktowałam to jako żart, gdyż wtedy było to absolutnie nierealne.

Po jakimś czasie zaczęliśmy ze sobą sms-ować, pewnego razu wprosiłam się do Mirka na herbatkę. Siedziałam u niego cały dzień, oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy. Bardzo nie chciałam wychodzić, dobrze się czułam w jego towarzystwie. W zasadzie każde nasze późniejsze spotkanie trwało bardzo długo, po 7-9 godzin. Po prostu nie mogliśmy się rozstać. Na spacerach robiliśmy dziesiątki kilometrów. Warto dodać, że ja nie lubię spacerów, ale przy Mirku jakoś je polubiłam. No i dłuuuugie rozmowy, podczas których głównie ja mówiłam ;-)

Gdy do mojego domu dotarła cywilizacja w postaci internetu, doszły jeszcze rozmowy na gadu-gadu. Zapisy tych rozmów są dzisiaj przemiłą pamiątką i pokazują jak bardzo nie spodziewaliśmy się takiego zakończenia naszej przyjaźni. No właśnie - przyjaźni, bo w pewnym momencie zaczęłam postrzegać Mirka jako swojego przyjaciela, był przy mnie w trudnych chwilach, kiedy potrzebowałam wsparcia. Pokazywał mi prawdę o mnie, pewnie nawet sam nie wie kiedy. Bardzo liczyłam się z jego zdaniem.

Podczas naszych rozmów, Mirek wielokrotnie mówił, że jego żona, to będzie najwspanialsza, najpiękniejsza, najcudowniejsza. Pamiętam, że zawsze wtedy myślałam, że z niej, to będzie dopiero szczęściara. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że to mogłabym być ja, przecież my się "tylko" przyjaźniliśmy. A poza tym miała ona być brunetką o kruczoczarnych włosach ;-) (mam na to dowody)


Mirek

Na początku widywaliśmy się na Szkołach Animatora w Choszczówce, potem była jakaś herbatka, czy spacer… bynajmniej nie było to łatwe, bo trzeba było mieć cały dzień… odległość Falenica – Wiśniewo, była jak wyprawa na koniec cywilizowanego świata, albo jeszcze dalej, później było coraz bliżej :-). Spacery nie były też krótkie, skoro przemierzono całe miasto, aby się spotkać to trwały więcej niż 5 minut :-)…czasami kilka godzin… Nie traktowałem jej jak kandydatki na dziewczynę, ja miałem wtedy inne zapatrywania, Emilka miała chłopaka. Nasza relacja rosła sobie ot tak w duchu przyjaźni…



ZMIANA STATUSU: Z "OSOBNO" NA "RAZEM"


Emilka

Był koniec wiosny 2005, kiedy to w wyniku splotu różnych wydarzeń, wiele w moim życiu się zmieniło. Zaczęło się to w dniu śmierci Jana Pawła II, kiedy to poprosiłam Pana Boga, żeby pozwolił Papieżowi zaopiekować się moim życiem. Wierzę, że Pan Bóg spełnił moją prośbę, gdyż niedługo potem wielkie zmiany nim wstrząsnęły. Mirek był przy mnie podczas tych, wcale niełatwych dla mnie zmian, wspierał, rozmawiał, pocieszał. I nadszedł taki moment, że wiedziałam - Mirek, albo nikt. Stał się dla mnie już kimś więcej niż przyjacielem. Miałam świadomość, że nie będzie to proste, bo wiedziałam o nim wiele i między innymi to, że wcale nie ja jestem ucieleśnieniem jego marzeń. Zaczęłam się godzić z myślą, że albo trzeba się odkochać, albo czeka mnie „nieszczęśliwa miłość” ;-) Bałam się też o naszą przyjaźń, nie chciałam jej zepsuć jakimś zakochiwaniem się. Ogólnie dużo się wtedy działo. Było to tak pod koniec czerwca.

Emilka i Mirek

Nadszedł październik. Byliśmy na ślubie Karola i Karoliny K, a potem razem pojechaliśmy do Sulejówka na imprezę. W zasadzie dużą część drogi przebyliśmy pieszo, bo uciekł nam autobus, a nie chcieliśmy stać na przystanku jak kołki ;-) Ja coraz bardziej zakochana śpiewałam sobie pod nosem „Zakochani, zaczarowani” Natalii Kukulskiej… Po różnych perypetiach i wizycie w McDonaldzie dotarliśmy na tą imprezę. Bawiliśmy się głównie ze sobą (choć miałam opiekować się uczestnikami, ale nie mogłam się od niego oderwać). W pewnym momencie Mirek zostawił mnie z Wiolą i poszedł potańczyć z innymi koleżankami. Po chwili przybiegł, powiedział „przepraszam”, złapał mnie za rękę, porwał na parkiet, bo tam grali… „Zakochanych”. Wzruszył mnie tym niewyobrażalnie. Pamiętam, że jakoś mało nam było wolnych, bujanych tańców, więc tańczyliśmy takowe przy techno i disco. Trochę dziwnie się na nas patrzyli, ale nam było wszystko jedno. W pewnym momencie Mirek mnie tak trochę niepewnie pocałował… byłam zaskoczona: „Ale jak to? Chyba się pomylił.” Gdy zrobił to drugi raz wszystko już było jasne :-) Nie pamiętam przy jakiej piosence to było. W każdym razie jakieś rosyjskie techno ;-)

Był to 2 października - dokładnie pół roku po śmierci Jana Pawła II, we wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów.


Mirek

Trudno powiedzieć, kiedy mi się zaczęło zmieniać, ale tak mocniej to we wrześniu, po uporządkowaniu wszystkiego, co było wcześniej. Po zlocie młodzieży w Ossowie, była tradycyjna impreza na Tarchominie, na którą się spóźniliśmy. Po drodze z Otwocka uszkodził nam się lekko samochód, a właściwie prawe tylne nadkole. Wtedy mi przeszło przez głowę, że kilka centymetrów w prawo i mogłoby nie być Emilki. Uświadomiłem sobie, jak mocno mi na niej zależy...

Tydzień później, po ślubie K. K. K, poszliśmy (w sumie dosłownie poszliśmy) na imprezę do Sulejówka. Tam szczęśliwym splotem wydarzeń zaczęliśmy być razem. Było to już wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów, 2 października, i to Oni są naszymi patronami :-)



"ZAKOCHANI, ZACZAROWANI"
JAK CUDOWNIE JEST BYĆ RAZEM


Emilka

Ja osobiście nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Coś, o czymś od pewnego czasu nieśmiało marzyłam, spełniło się. Pamiętam, że próbowałam to na początku utrzymać w tajemnicy przed rodzicami, ale było to trudne, bo uśmiech dosłownie nie schodził mi z twarzy przez kilka dni. Pamiętam, że Mirek był na początku trochę niepewny i na dystans. Ale mniej więcej po miesiącu mu przeszło :-)

Emilka i Mirek

Znaliśmy się już dosyć dobrze, dzięki wcześniejszej relacji, teraz poznawaliśmy się jeszcze lepiej, spędzaliśmy ze sobą jeszcze więcej czasu, częściej pokonywaliśmy dystans Wiśniewo - Falenica. I coraz częściej z niedowierzaniem myślałam: „czy to naprawde możliwe, żebym się z kimś aż tak zgadzała i aż tak dobrze rozumiała?” Okazało się, że znakomicie się dopełniamy. Mirek bardzo mnie mobilizował do rozwoju i pracy nad sobą, mobilizuje mnie do dzisiaj. No i ogarniał mnie coraz większy zachwyt jego osobą. Jego troskliwością, optymizmem, odpowiedzialnością, gotowością do pomocy, tym, że umie gotować, że świetnie radzi sobie z dziećmi, że ma bardzo mądre przemyślenia i różne, wspaniałe pomysły na wspólne spędzanie wolnego czasu. Ujmowała mnie to jak o mnie dba, okrywa kocykiem itp. Jego obecność uspokajała mnie, działała kojąco. W zasadzie zachwycałam się nim na każdym kroku. Coraz więcej rzeczy robiliśmy razem, chcieliśmy je razem robić. Lubiłam się przysłuchiwać jak Mirek z kimś rozmawia - poznawałam go od zupełnie innej strony. Lubiłam z nim posługiwać na rekolekcjach, obozie. Mimo, że tam nie mieliśmy za dużo czasu dla siebie, nie mogłam się napatrzeć na jego relacje z uczestnikami, z dziećmi, poznawałam innego Mirka, w którym się wciąż na nowo zakochiwałam. W zasadzie jeszcze mi nie przeszło to poznawanie i zakochiwanie.


Mirek

We wspólnym poznawaniu siebie, bardzo pomogły nam różne wspólne działania, które podejmowaliśmy i podejmujemy. Jak wspólne posługiwanie jako animatorzy we wspólnocie na Kobielskiej. Wspólne rekolekcje w Koniakowie (to ta koronkowa wioska w górach :-) ). Opieka nad dziećmi w czasie wakacji w Loretto i inne.

Poza takimi widocznymi dziełami, bardzo mocno pomagała nam się poznać wspólna modlitwa i wypływająca z tego otwartość na siebie nawzajem. To że możemy porozmawiać o wszystkim bez krępacji, bez chowania się za maską w obawie przed odrzuceniem. Poczytać sobie razem mądrą książkę i o niej podyskutować...



"ZŁOTY PIERŚCIONEK (Z ALLEGRO),
ZŁOTY PIERŚCIONEK NA SZCZĘŚCIE"


Emilka

Wiele osób pyta nas czemu zdecydowaliśmy się na tak szybkie małżeństwo, już po niespełna roku bycia ze sobą. Myślę, że teraz, po tym wszystkim co napisaliśmy jest to jasne. Znamy się wiele lat. Bardzo dużo o sobie wiemy, głównie dzięki przyjaźni ze sobą. Nasze patrzenie na świat jest bardzo zbliżone. Szczerze mówiąc nigdy nie spotkałam człowieka, z którym bym się tak bezwzględnie we wszystkim zgadzała (a mam bardzo wielu znajomych). No więc na co czekać?

Dodatkowo podczas rozmów o nas i opowiadaniu o naszej przeszłości Mirek zwierzył mi się, że od dawna modli się już za swoją przyszłą żonę. Po różnych obliczeniach matematycznych doszliśmy do tego, że gdy on zaczął się modlić za swoją przyszłą żonę, ja wtedy trafiłam do Oazy. Taki ciekawy zbieg okoliczności.

Do tego, że nie ma na co czekać z małżeństwem, bo lepiej nie może być :-) doszliśmy w wakacje, po powrocie z rekolekcji. Mirek spytał się mnie co ja na to. Oczywiście byłam zachwycona i miałam dokładnie takie samo zdanie na ten temat. Były to takie nasze nieoficjalne zaręczyny. Termin oficjalnych wyznaczyliśmy na 22 października.

Zaręczyny oficjalne się odbyły jak należy - z proszeniem rodziców o rękę, z padaniem na kolana przed potencjalną narzeczoną, z koszem czerwonych róż i oczywiście z pierścionkiem (kupionym na allegro- jakże by inaczej :-) ).

No i teraz wspaniały, ale już powoli dobiegający końca czas narzeczeństwa. Czas wspólnych planów na przyszłość i niecierpliwego czekania na wspólne życie. W końcu nie będzie się traciło tyle czasu na dojazdy... :-)


Mirek

Emilka i Mirek

Oficjalne zaręczyny odbyły się 22 października 2006r. Nieoficjalne wcześniej i nie jeden raz. Choć, że to Emilka to ta jedyna, wiem od 14 października 2005 ok. godz. 21:30, jak ktoś chce wiedzieć dokładniej, co się stało to niech zapyta po ślubie, obiecałem sobie, że wcześniej nic nikomu nie powiem :-)

Okres narzeczeństwa jest rozwinięciem wspólnego przebywania ze sobą, planowaniem naszej wspólnej przyszłości i pracowania na nią w różnych wymiarach, aby była lepsza.






Copyright © Emila Sędek 2007. Wykorzystywanie treści stron bez zgody autorów zastrzeżone.